dead-alive.art

Ofiara została zamordowana poprzez uduszenie i wcześniejsze znęcanie się, Zachodnie Pomorze PL, 1999

W wieku 19 lat, coraz bardziej łapałem czym jest sprzedaż narkotyków; sprzedawanie, kupowanie.. handel. Nie widziałem w tym nic złego, bo każdy dostawał to, czego chciał. Nikogo nie oszukiwałem, ceny były jasne. Oczywiście to nie były nie wiadomo jakie ilości. I nigdy świadomie nie zamierzałem być dealerem- oni byli w moim przekonaniu bandziorami, ja zaś “dla potrzeb własnych i towarzystwa” załatwiałem “co potrzeba”. Tak to widziałem. Tymczasem dla wielu osób jawiłem się jako zwyczajny człowiek w tej branży- ewentualny kumpel i pomoc gdy potrzeba, lub ewentualna konkurencja na czyimś terenie. Nie wiem jak by się to wszystko potoczyło, ale słyszałem, że przeciętnie dealer nie dożywa więcej ponad 2 lata przy innej konkurencji…

Niedotlenienie i śmierć na skutek zatrucia ulatniającym się tlenkiem węgla; Rzeszów, PL; 1998

W ‘98 roku wychodząc spod prysznica, zdążyłem sięgnąć po ręcznik, po czym…pustka. Później dowiedziałem się, że nagle upadłem… Pod prysznicem nie odczuwałem żadnego osłabienia, ani bólu, czułem się bardzo dobrze. Pierwszą rzeczą jaką zdołałem odczytać w tamtej cichej czerni w jakiej się znalazłem był jakiś powtarzający się dźwięk, którego nie potrafiłem ocenić, ani też zrozumieć. Dopiero po jakimś czasie stał się głośny i wyraźny- “Oddychaj” ktoś krzyczał z bardzo daleka. To był zespół karetki, która po mnie przyjechała. Do dziś nie wiadomo jak to się stało, że 3 czy 4 zbiegi okoliczności zbiegły się w jedną całość- aby człowiek pełnymi płucami oddychał trucizną… Po wszystkim powiedziano mi, że byłem o dwie minuty od śmierci, a to że po zatruciu 56% mózgu wróciłem do normy, określono Cudem.

Śmierć przez skręcenie kręgosłupa na skutek upadku z wysokości 7m; Wrocław, PL; 1997

Miałem 17 lat, gdy w specyficznych okolicznościach zacząłem miewać dziwne myśli lub pomysły. Dla przykładu, przechodząc przez bardzo wysoki most, nie bałem się już jego wysokości, ale tego, że z własnej woli mógłbym z niego zeskoczyć. Trudno to dziś wytłumaczyć… Pewnej nocy, wracając z festiwalu Woodstock, znalazłem się sam we Wrocławiu, którego kompletnie nie znałem. Miałem trafić do kumpla. Pomyślałem więc, że pójdę tak jak czuję żeby iść. W pewnym momencie znalazłem się na przepięknym moście na Odrze. Rzeczą która mnie uderzyła było to, że jego boczne umocnienia nie były prostokątne, ale o kształcie opływowych łuków o szerokości 70cm.. Niedługo później byłem na samym szczycie mostu, z plecakiem ze stelażem, z ulicą i autami 7m niżej po prawej i Odrą 10m niżej po lewej. Nagle zaczęło kropić. Powierzchnia mojej szerokiej na 70cm „ścieżki” z metalu zaczęła być śliska…

Samobójstwo przez wskoczenie na czoło pociągu, Staromieście PL, 2000

Miałem 20 lat, gdy stanąłem twarzą w twarz z konsekwencjami nieświadomego wejścia w okultyzm. Codzienne myśli o śmierci i chodzenie w nieustających, niezrozumiałych lękach i przeraźliwym strachu, gorycz, odrzucenie, kompletny brak zrozumienia innych i siebie, samotność wśród dziesiątek, a może setek znajomych, niezrozumiałe upodobanie ciemności i czerni, pogarda dla własnego ciała i wszelkich jego potrzeb i odruchów anatomiczno-fizjologicznych… Wszystko to spychało mnie coraz bliżej w kierunku torowiska…

Zgon na skutek przedawkowania narkotyków; Rzeszów, Polska, 2001

Dokładnie w tzw. “święto zmarłych”, jadąc wylotówką na Kraków, straciłem panowanie nad autem- moje ręce przestały być mi posłuszne. Z wielkim trudem udało mi się zawrócić i skręcić na pobocze.. To było coś jak paraliż i coraz bardziej obejmowało moje ciało… Godzinę później leżałem nieprzytomny w domu mojej dziewczyny. Po raz pierwszy w życiu czułem, że to nie zabawa, odlot, uczucie, wrażenie, albo halucynacja, ale że naprawdę umieram. Co z tego, że nie było to z mojej decyzji, i że byłem rok od świadomego odstawienia czegokolwiek co “poszerza wyobraźnię”? Co z tego, że spotkani na cmentarzu kumple tylko mnie czymś poczęstowali – czymś co wyglądało całkowicie niewinnie? Co z tego, ze to był tylko kawałek ciasta?.. Znaleziono by moje ciało i zaszufladkowano to “przedawkowaniem” albo “samobójstwem przez przedawkowanie”… Miałem wtedy 21 lat.

ALE TO NIE JEST MOJE CIAŁO,

BO

JEZUS CHRYSTUS


TEN,
KTÓRY WŁAŚNIE WTEDY
BYŁ DLA MNIE
SYNONIMEM BEZSILNOŚCI I HIPOKRYZJI,
TYRANEM DLA TYCH, KTÓRZY GO WYZNAJĄ,
SZYDERSTWEM DLA TYCH, KTÓRZY Z NIEGO DRWIĄ

W KAŻDYM Z TAMTYCH MIEJSC
POŁOŻYŁ ZA MNIE
SWOJE ŻYCIE

Ofiara ocalała na skutek dobrowolnego poświęcenia na jej miejsce życia innej osoby; Poznań, PL; 2002

Wiele razy czytałem słowa Jezusa: “Jeżeli ziarno pszenicy, które wpadło do ziemi, nie obumrze, pozostanie samym tylko pojedynczym ziarnem; ale jeśli obumrze, przyniesie obfity owoc.” (Ew. Jana 12,24) Więc ziarno nie może wydać prawdziwego plonu, jeśli samo wcześniej nie obumrze…

***

Wiele ostatnio rozmyślam nad życiowymi planami, marzeniami… Już nie chcę skupiać uwagi na sobie. Jest coś więcej! Gdy człowiek wstaje z miejsca gdzie leżał martwy i przygląda się temu odgnieceniu w ziemi, wie na co sobie własnym życiem zapracował, wie że ten grób mu się należał… Lecz fakt, że ktoś dobrowolnie wszedł w to miejsce, dając własne życie… ta perspektywa wiele zmienia…

***

Dziś celem dla mnie jest by Ten właśnie Owoc oglądać. I samym stawac sie mniejszym, aby Jezus był w moim źyciu wywyźszony – aby Jego Imię

Biorę dziś przeciwko wam
na świadków niebo i ziemię, kładąc przed wami:

życie i śmierć,

błogosławieństwo i przekleństwo.

Wybierajcie więc życie,

abyście żyli wy i wasze potomstwo.”